Archive for the ‘ Śląsk ’ Category

„Ślązacy i tak wiedzą, jak to przeczytać”

Jedną z najistotniejszych różnic między klasyczną śląską ortografią a ortografią polską (i pochodną od niej propozycją „ślabikorzową”) jest sposób zapisu miękkich spółgłosek. W języku śląskim dużo dokładniej wymowie odpowiada zapis, przez co fonemowi „ć” zawsze odpowiadać będzie litera „ć” (w odróżnieniu od języka polskiego, gdzie można fonem „ć” zapisać na trzy różne sposoby). Jest to w języku śląskim niezwykle ważne chociażby z powodu licznych słów (głównie germanizmów), w których zapis polski byłby mylący. Mówimy po śląsku „ćisna”, „ćićik”, „ćicho” (z miękkim „ć”), ale „cichtuja”,  „ciga”, „cigareta” (z twardym „c”) i dokładnie tak samo zapisujemy.

Te zasady jednak nie podobają się wszystkim, komisja pod kierownictwem polonistki prof. Tambor postanowiła zlikwidować jednolitość wymowy i pisowni w języku śląskim, wprowadzając reguły zapisu zmiękczeń identyczne z polskimi. Główny argument zwolenników polskiej pisowni brzmi „ludzie i tak wiedzą, jak to przeczytać”. Nie zamierzam z tym argumentem dyskutować, lepiej za mnie zrobi to historia kodyfikacji trzech języków.

Pierwszy to białoruski. Jedną znajważniejszych ortoepicznych zasad literackiego języka białoruskiego jest asymilacyjne zmiękczenie spółgłosek (to oznacza, że jeśli w zbitce dwóch spółgłosek druga jest miękka, pierwsza również wymawiana jest miękko) – i propozycja alfabetu Branisłava Taraškieviča zakładała odpowiednie oddawanie tej miękkości na piśmie (сьцяг, ściah – flaga, шчасьлівы, ščaślivy – szczęśliwy, зь яе, ź jaje – z nią). Reforma 1933 roku usunęła miękki znak w grupach miękkich spółgłosek, co bracia Losikowie i Vacłaŭ Łastoŭski argumentowali tym, że przecież i tak Białorusini zawsze będę wiedzieli, jak należy to czytać, więc nie ma sensu marnować miejsca na papierze. Protesty Ściapana Niekraševiča i Janki Kupały nie pomogły, reformę przeprowadzono, pisze się więc dzisiaj сцяг (sciah), шчаслівы (ščaslivy), з яе (z jaje), a czyta… poprawnie, jeżeli jest się językoznawcą, intelektualistą albo emigrantem (bo środowiska emigracyjne często używają taraszkiewicy), a zrusyfikowani Białorusini przejęli rosyjską modłę i coraz rzadziej słyszy się poprawną, miękką wymowę tam, gdzie „przecież Białorusini nigdy nie zaczną nagle czytać tych liter twardo”.

Drugi przykład to kolejny bliski nam język, mianowicie ukraiński, który w XIX wieku przeżywał kodyfikacyjną burzę. Najpopularniejszą propozycją Galicji była tzw. Żełechiwka (Желехівка), czyli kodyfikacja Jewhena Żełechiwśkiego. Jedną z fonetycznych cech wyróżniającą dialekty zachodnioukraińskie była opozycja twardych i miękkich spółgósek przed i (brzmi znajomo, prawda?). Oznacza to, że słowa „nis” (nos) i „ńis” (niósł) albo „borzi” (żwawi) i „borźi” (długu) czytało się różnie. Tę dystynkcję zachował Żełechiwśkyj w alfabecie, zapisywano więc „ніс” i „борзі” (przez „і”), ale „нїс” i „борзї” (przez „ї”). Alfabet ten dominował w Galicji w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX, dopiero w latach 20. został zastąpiony ogólnoukraińskim alfabetem, w którym tego rozróżnienia nie zaznaczano. Argumentowano to tym, że stosowanie Żełechiwki dla użytkowników byłoby bardzo uciążliwe (na wschód od Zbrucza różnicy w wymowie nie ma), a użytkownicy ukraińskiego z Galicji i tak znają prawidłową wymowę. Minął wiek. We Lwowie, Iwano–Frankowsku, Stryju czy Kołomyi rozróżnienia miękkich i twardych spółgłosek przed „i” nie słyszałem ani razu. Relikty starej wymowy zanotowałem jedynie wśród mieszkańców karpackich wsi.

Trzeci przykład – język łemkowski. Tutaj również mamy do czynienia z różną realizacją spółgłosek przed „i”. Połączenie „сі” (si) najczęściej czytamy tak jak w języku polskim (czyli śi) – stąd „сіно” (śino – siano), „мусіти” (muśity – musieć) itd. Istnieje jednak grupa morfemów, w których dźwięk „i” jest kontynuantem dawnego „o” w sylabach zamkniętych, w takich wypadkach nie zmiękcza on poprzedzającej spółgłoski. Najwyraźniej widać to w końcówce dopełniacza liczby mnogiej –ів (–iw). Dlatego słowo „голос” (hołos – głos) w narzędniku lpoj. będziemy czytali z miękkim „ś” (hołośi), natomiast w dopełniaczu lmn. – twardym (albo ściślej: półmiękkim) „s” (hołosiw). W toku kodyfikacji zgłaszano propozycję, aby obok litery „і” wprowadzić do alfabetu „ї”, której rolą będzie oznaczenie dźwięku „i” z jednoczesnym  zmiękczeniem poprzedzającej spółgłoski. Kodyfikatorzy uznali jednak, że wprowadzanie dodatkowej litery jest zbędne, wszak zasada jest jasna, a Łemkowie przecież wiedzą, jak to się wymawia. W zeszłym roku byłem na zajęciach z filologii łemkowskiej i na własne uszy słyszałem, że nawet studenci notorycznie używają nieprawidłowej formy i zamiast „lisiw” (lasów) czytają „liśiw”.

Trzy historie, które mają sporo wspólnego. Chciałbym zwrócić tylko uwagę na argumentację przeciwników konsekwentnego zapisywania zmiękczeń w przytoczonych językach. Oprócz tradycyjnego „przecież ludzie wiedzą, jak to przeczytać!”, trafiamy na inne. Na Białorusi oponenci Taraszkiewicy zwracali uwagę na to, że dodatkowe miękkie znaki niepotrzebnie wydłużają słowa („сьвежасьць” zamiast „свежасць”). Na Ukrainie zauważano, że propozycja Żełechiwśkiego ma znaczenie tylko dla zachodnich dialektów. Na Łemkowynie natomiast nie chciano dodawać do alfabetu nowej litery. Jak sytuacja ma się u nas? a) Konsekwentny zapis zmiękczeń nie wydłuża słowa, ale je skraca! Zamiast !dziesiyńć mamy „dźeśyńć”, 7 liter zamiast 9. b) Opozycja miękkich–twardych przed „i” jest obecna we wszystkich dialektach Górnego Śląska. W niektórych gwarach jest nawet cechą kontrastywną z punktu widzenia gramatyki, w okolicach Koźla „pjykni” to rodzaj męski liczby pojedynczej; podczas gdy „pjykńi” – liczba mnoga. c) Konsekwentny zapis zmiękczeń nie wymagał dodawania nowych liter, a jedynie stosowania już istniejących, wszak „ć”, „ń”, „ś” i „ź” tak czy tak istnieją w śląskim alfabecie.

Za motywację do napisania tego postu dziękuję Grzegorzowi Kulikowi, który robi olbrzymią robotę, pracując nad korpusem i popularyzacją języka śląskiego. I od którego dzisiaj usłyszałem frazę „Dyć Ślůnzoki wjedzům, jak to majům czytać”. Doświadczenie trzech bliskich nam narodów przywołuję ku przestrodze.

Reklamy

Dlaczego autonomia?

Mieszkańcy naszego kraju mają raczej mgliste pojęcie o pojęciu „autonomii”. Część kojarzy je tylko z rozróbami w Gazie i na zachodnim brzegu Jordanu. Niektórzy zaś trwożliwi Polacy, naczytawszy się wynaturzeń pseudoprawicowych publicystów w Gazecie Polskiej i wpolityce.pl, zaczęli straszyć śląskimi autonomistami dzieci – a samych zwolenników takiego rozwiązania ustrojowego, wysyłać do Niemiec, albo od razu do piekła. Skąd biorą się te nieporozumienia?

Zacząć należy od samej definicji słowa. Słowo pochodzi z greckiego αὐτονομία, gdzie αὐτο można tłumaczyć jako ‚samo’, zaś νόμος jako ‚władza’, ‚prawo’. Autonomia zatem jest możliwością samowładzy, ustalania własnych praw i rządzenia samym sobą. Jak wygląda to w praktyce? Wystarczy spojrzeć na państwa, gdzie regiony takie prawo posiadają: Czytaj dalej

Wyniki plebiscytu z 1921 w Siemianowicach Śląskich

Wyniki plebiscytu w Siemianowicach ŚląskichAbsolutnie nie mam pomysłu na temat wpisu, więc w ramach zapełniacza sprawiającego wrażenie regularność pojawiania się nowych treści wrzucam wyniki plebiscytu na terenach wchodzących dziś w skład Siemianowic Śląskich.

Czytaj dalej

Śląska tożsamość

W niektórych umysłach utrwalił się stereotyp Ślązaka – górnika. Chodzącego po ulicy z kilofem, umorusanego węglem, z układem pokarmowym akceptującym tylko kluski, roladę i modrą kapustę (co bardziej liberalne też żur i wodzionkę). Nadającego się tylko do prac fizycznych przygłupa, niepotrafiącego mówić poprawnie po polsku, tylko zaciągającego gwarą, z połową rodziny w Reichu. Jest to wyobrażenie najzupełniej mylne. Nas, Ślązaków, nie można zaszufladkować do jednej kategorii, bowiem Śląsk jest różnorodny, ma wiele wyznaczników tożsamości i spróbuję po krótce wyjaśnić, na czym polega owa śląkość. Czytaj dalej

List otwarty Ślązaków do Polaków

Szanowni Polacy!

Jesteśmy bardzo kontenci, że ostatnimi czasy tak bardzo zaangażowaliście się w sprawy Śląska. Słowa Jarosława Kaczyńskiego zmobilizowały zarówno prawą jak i lewą stronę sceny politycznej, a nawet ludzi z polityką niezwiązanych, do pisania serii artykułów i felietonów poświęconych naszemu regionowi. Nie ukrywamy, że przy takim zainteresowaniu czujemy się trochę jak w domu Wielkiego Brata, niemniej mamy nadzieję, że w ogólnym rozrachunku taka ciekawość zwiększy wiedzę przeciętnego Polaka o Śląsku, na czym nam zależy.

Jest nam jednak przykro, że część z Was nie ma bladego pojęcia o temacie, na który się wypowiada. Czytaj dalej