Jak pisać po śląsku?


Ślązacy nie mają raczej problemów z posługiwaniem się swoim językiem w mowie. O wiele gorzej wygląda jednak posługiwanie się śląszczyzną w piśmie. Wydano co prawda parę książek w śląskiej ortografii, działa śląska Wikipedia itd., ale nie znalazłem nigdzie prostego poradnika dla osób chcących pisać po śląsku, który wytłumaczyłby wszystko przystępnie i łatwo.

Język śląski zapisujemy alfabetem stworzonym w międzywojniu przez dra Feliksa Steuera. Wydał on dwie książki w swojej ojczystej gwarze sulkowskiej (dziś niestety już wymarłej). W porównaniu z językiem polskim zauważymy brak trzech liter: ą, ę oraz ó.

Znajdziemy natomiast jedną literą nieobecną w polszczyźnie, jest to u z kółkiem (duża – Ů; mała – ů). Oznacza ona dźwięk pośredni między tymi oznaczanymi przez litery „o” i „u”. Dla Polaków wyłapanie tego dźwięku może być nieco problematyczne, ale Ślązacy znają go doskonale ze słów takich jak ůły (krzywe nogi), kůnsek (kawałek) czy nazwa naszej ojczyzny – Ślůnsk. Często znajdziemy ją tam, gdzie w języku polskim używami litery ó (Chorzůw, gůra).

Istotną różnicą między alfabetem śląskim a polskim jest sposób zmiękczania spółgłosek. W języku śląskim litera „i” oznacza wyłącznie samogłoskę i nie służy do zmiękczania poprzedzającej spółgłoski, do tego używamy miękkich liter. Na przykład w słowie „źima” słyszymy wyraźnie cztery dźwięki: ź-i-m-a, dlatego użyjemy czterech odpowiadających tym dźwiękom liter. W słowie „ćepja” słyszymy pięć dźwięków: ć-e-p-j-a , tak i je zapiszemy. Liter „c”, „n”, „s”, „z” będziemy używali tylko tam, gdzie słyszymy dokładnie te dźwięki. Na przykład w słowie „ciga” dźwięk „c” nie ulega zmiękczeniu, więc zapiszemu w nim zwyczajne „c”.

Oprócz tego istotną cechą śląskiej ortografii jest to, że literą „ł” oznaczamy tylko dźwięk „ł” pochodzenia słowiańskiego, podczas gdy w zapożyczeniach, dyftongach i prelabializacji będziemy używali litery „u”. Dlatego zapiszemu „ausgus”, „uokno”, „houzyntregle”.

Sporo tekstów zapisanych śląskim alfabetem znajdziecie na moim blogu z przekładami poezji: http://czytomy.wordpress.com

Reklamy
  1. Jeszcze słówko: W praktyce stosowania tego zapisu dwa ostatnie znaki często się ignoruje, pozostając przy trzech głównych, najprzydatniejszych: ō,ô,ŏ. W ten sposób mamy wersję „ślabikorzową uproszczoną”.

    A do literek dochodzi też pakiet dodatkowych ustaleń co do zapisu określonych głosek itp. (np. germanizmów: „ojro” czy „euro”, itp.).

    Obrazisz się, jeśli wkleję link do miejsca u siebie, z którego linkuję do poradników, o których braku wspomniałeś? W razie czego usuń śmiało prawem gospodarza 🙂 http://oschl.wordpress.com/szkryflej/

    Dziyńki za artikel, chow sie!

    • pasjōnat kler ônd gwŏrã
    • Listopad 29th, 2013

    „Jŏn Pŏweō drôgiã gwŏōciō mŏłã dziŏtky” – to dobrã bydziã pô ślōnsku?

      • zyrafa
      • Grudzień 21st, 2013

      Powinno być: Jan Pedał Zwei dupił mołych bajgli

    • slavenzio
    • Lipiec 11th, 2014

    To w kōńcu Rusyjǒ abo Rusyjõ

  2. Dlaczego Polacy, Słowianie wobec Niemców są miałkim gównem?
    (Jeśli admin to usunie, wówczas sam też się okaże gównem oraz wprowadzającym cenzurę, tchórzliwym konformistą – a tu przecież chodzi o rzeczowe argumenty, nie o pustosłowie! Ale może z tego zrobić nowy dział)
    Była gdzie indziej dyskusja prowadzona w tej konwencji – tu robię lekko zmodyfikowany odpis. Mam uzasadnić? Proszę bardzo. Holistycznie to jednak byłby temat-rzeka, więc wypunktuję tylko parę najistotniejszych wątków:

    1. Potężna kultura niemiecka czy osiągnięcia naukowe mają się nijak do naszej, nad wyraz skromnej. Ot, chociażby: medycyna, technika, nadzwyczaj sprawna organizacja społeczna, muzyka (Bach, Schubert, Mozart), ogromny architektoniczny kunszt miejski – tu wystarczy porównać pełne duchowego smaku stare miasto Gdańsk, Wrocław czy Piłę na ziemiach Niemcom zagrabionych z obskurnym Białymstokiem, Kaliszem lub Piotrkowem Trybunalskim. „Koń, jaki jest, każdy widzi” – B. Chmielowski, „Ateny polskie”. Także mentalność – pomimo sztucznego, rozsadniczego podziału żydokomuny i żydokapitalistów na Ossich/Wessich, Niemcy nadal bardzo silnie się wspierają i nawet teraz, mimo skrajnie niesprzyjających warunków, skrupulatnie kontrolują swój islamski chlew, nadto rozszerzając własne narodowe i gospodarcze wpływy w świecie. To jest maestria iście nadludzkiego geniuszu poddanego tytanicznej próbie ognia, a polaczki zwykle tylko szkodzą jeden drugiemu, na czym zyskują obcy i gdyby nie ekonomiczna bieda, to żadna siła nie ocaliłaby tego pięknego kraju przed masowym zalewem błotnych ras.

    2. Kompletna słowiańska beztroska przy eksploracji naukowych tematów, w opozycji do skrupulatnych Germanów, jest żenująca – zaniedbywanie etymologii, genealogii, kompleksowego ujęcia zagadnienia, erudycyjnych detali, rażące braki encyklopedyczne itp. Przykładowo zgłębiam tematy wypraw krzyżowych, Sparty, Egiptu, ninja – tu powinno być zawarte absolutnie WSZYSTKO, nawet dendrologia i stopy metali używane na broń, jej pełna specyfikacja, toksykologia etc. – ujęcie kompleksowe! Polscy naukowi „eksperci” (chyba seksperci, od wyczynowego machania chujem!?) nie raczyli zauważyć, co znaczy np. egipska „złowieszcza sylaba MBI”, czym było „najpodlejsze zwierzę KORUU”, albo słynny zakaz noszenia wąsów przez Spartan, związany z „abstrakcyjnym kultem Fobosa” – lakoniczna wzmianka raptem jednego z historyków, ale już kurwa nie piszą, na czym to wszystko polegało – anatomia szczegółu się kłania! Pewien typek robi biografię Fredry na 200 stron i w zupełności pomija genealogię, którą palant jeden powinien był wyprowadzić na samym początku – zwłaszcza zaś detal ciekawostkowy z murzynem. Kompendia polskie są gówniane!!! Na szablach muzułmańskich widnieje wygrawerowane słowo KHYAS – zaklęcie ochronne z magii teurgicznej, ale żaden słowiański „ekspert” nie wyjaśnił, co to znaczy, ani nawet nie wspomniał, że coś takiego istnieje! Ot, po co się chuju zabierasz za temat, jak nie możesz tego udźwignąć?!

    3. Wszechobecne polaczków partactwo – nie tak dawno np. wyszła seria o Jamesie Bondzie i ten kutas-wydawca najzwyczajniej pominął część „Casino Royale”. Jak można było popełnić taki bubel?!? W roku 2012 w Warszawie ukończono budowę Stadionu Narodowego, co jeszcze w tym samym roku zaczął się sypać! Gdy jechaliśmy z Poznania na Kraków, koło Wrocławia nie szło się połapać w miejscowej plątaninie dróg, gdyż po prostu oznakowanie tam jest, względnie było beznadziejne! Dla porównania w Niemczech, przy oznakowaniu rewelacyjnym, gdy mój znajomy z własnej nieuwagi źle skręcił, to Policja się zjawiła jakby „z podziemi”, wstrzymała ruch i gość mógł zawrócić nawet bez prawnych konsekwencji. To znów ja sam, będąc gościnnie w Tarnowie, stoję na przejściu przy mało ruchliwej ulicy całe kilka minut i się… wkurwiam, bo temu palantowi, co projektował ową sygnalizację świetlną, brakło szczątkowej wyobraźni!

    4. Narodowa literatura – w Niemczech na tym poletku jest ogromny dorobek i powszechne rozeznanie wewnętrzne, typu Goethe-Niemiec, Heine-Żyd, że wszyscy tam wiedzą, who is who, a u nas różne jerozolimskie pejsy z pochodzenia jak Mickiewicz, Norwid czy taki Słowacki z metryką na twarzy, hurtem uchodzą za „wzorcowych polskich wieszczy”. Gdyby zrobić radykalny odsiew, nasza zasługa tutaj jest BARDZO uboga! Jak się ma swoim rozmachem mitologia germańska czy jeszcze innoaryjska do słowiańskiej? Dopiero w latach 20-stych XX wieku nijaki Radosław Krajewski napisał „Światosłowie – słowiański poemat o wszechświecie”, jako gówniane dziełko zrodzone z kompleksu, że wszyscy inni już to mieli, to my też powinniśmy. Dzisiaj znowuż na siłę tworzy się pompatyczne mity o pogańskiej, imperialnej Lechiadzie (ech, żeby jeszcze ta Lechiada istniała!). Co więcej, dzieje tego umysłowego PLEBSU wśród Ariów zawsze spisywali za nich obcy – a to biskup Thietmar (Niemiec), a to Gall Anonim, a to nawet żydek Ibrahim Ibn Jakub.  Przecież to blamaż! Mądry Polak Mikołaj Rej pisał, że „Polacy nie gęsi i swój język mają”, a tymczasem arcydzieła literatury światowej minionych epok przetłumaczono na język polski dopiero za komuny – głównie lata 60-te XXw., wcześniej zaś były dostępne tylko po łacinie, co w kraju za Odrą byłoby nie do pomyślenia!!!

    5. Obłędna zdewociałość polaczków, od wieków platonicznie pierdolących się z mitycznym panem Jezusem z Judei i kompletne zaniedbanie żywotnych kwestii rasowych, które dla nadzwyczaj rozsądnych i praktycznych Niemców mają znaczenie fundamentalne! Baron Treugutt von Globke-Lynar swego czasu podał nawet WZÓR CHEMICZNY rasowego zapachu potu żydów – a kto z polaczków miał takie osiągnięcia, hę?! Owszem, trochę liznęła szkoła lwowska prof. Czekanowskiego, ale obiektywnie rzecz ujmując, nie godzi im się nawet STANĄĆ przy naukowcach niemieckich!!! To już nawet tacy Baskowie – lud Euskaldun(ak) – mieli w owych kwestiach o wiele więcej wyobraźni i rozsądku. Ci wielcy pasjonaci teozofii mieli też swoich podludzi sensu stricte, tzw. Kagotów, żyjąc z nimi w separacji, a którzy ponoć nie mieli konch usznych i zabronione im było chodzić boso, a także zwyczajowo musieli nosić symbol gęsiej łapki, podobnie jak na Sparcie Messeńczycy dla pohańbienia czapkę z psiej skóry – kyne. Podobno większość z nich, jak nie wszystkich, wytępiono w XIX wieku. Czy to w ogóle byli ludzie? Sami Baskowie bardzo niechętnie o tym mówią; będę się tu musiał skonsultować in spe z ekspertami niemieckimi, bo w Polsce de facto NIKT o tym nie wie.

    6. Totalna, kliniczna niedojrzałość i bezmyślność polaczków – przykład pisarki Zofii Kossak-Szczuckiej („trzeba ratować żydów, chociaż nas nienawidzą”) albo tych obciachowych pajaców z Armii Krajowej, którzy zamiast rozgromić bandy UPA i zwalczać hołotę z AL/GL, wbijali tylko Rzeszy nóż w plecy, za co skądinąd komuniści im po wojnie stosownie „podziękowali”. Znany z pogromu myślenickiego nacjonalista Adam Doboszyński, wiedziony kompleksem polskiej gnidy był też silnie antyniemiecki, ba – marzyła mu się wręcz zagłada Niemiec, co po wojnie ślicznie docenił stalinowski ubek Piotr Śmietański – kulą w łeb. Nie rozumiejąc powagi sytuacji, zagrożeń i dogodnych perspektyw dziejowej odnowy, AK-owcy tworzyli tą swoją żałosną, infantylną partyzantkę – golenie głów kobietom, gazowanie kin, wysadzanie torów, prowokując tylko represje i zniszczenia infrastruktury. To już znacznie mądrzejsi Czesi nie stawiali się i przeżyli wojnę spokojnie i prawie bez strat, nie licząc incydentu z ich nomen omen lubianym protektorem Heydrichem (śmiertelny zamach – nasłana agentura od Churchilla, przez co spalono wsie Leżaki i Lidice, gdzie te kreatury się schroniły). Beztrosko dopuszczając wrogi element obcoplemienny do swojej kadry kierowniczej AK-owcy, którzy latem 1943 niefrasobliwie pozwolili tchórzliwemu ukraińskiemu motłochowi na brutalną eksterminację swoich rodaków na Wołyniu, zamiast przerzucić tam do walki wszystkie swoje siły – rok później z żydowskiego podpuszczenia w godzinie najwyższej próby wzniecili haniebną zbrojną burdę w Warszawie, przez co Niemcy niemal doszczętnie zniszczyli to piękne, przedwojenne miasto, zwane „Paryżem północy”. Czyż nie lepiej, kurwa, było spokojnie zaczekać na wjazd hord bolszewii, trzymając w rękawie przetargowego asa pod postacią własnej biologicznej bazy bojowej?! Polska głupota jest PRZE-RA-ŻA-JĄ-CA!!! Teraz te zdychające, zgrzybiałe dziady beztrosko przyjmują blaszki rzekomej zasługi od syna ich oprawcy, Stolzmana-juniora. Brawo, brawooo! Pogratulować logiki oraz jakże szerokich horyzontów – krum, krum, aj waj!

    7. Combat 18 – dobrze że w ogóle istnieje taka formacja, ale fakt, że przez 85 lat od napisania i wydania aż do dziś nie przetranslatowano „Mitu XX wieku” Alfreda Rosenberga na język polski, względnie „Żyda z Malty” Marlowa albo pism Waltera Darre czy współczesnych patriotów amerykańskich (nie licząc punktowo wziętych wyjątków spod pióra Bena Klassena czy Andrew Mac Donalda – „Dzienniki Turnera” tak, ale już „Huntera”, kurwa, nie zrobiono!), czy też powszechny brak wiedzy w kwestii, kto zabił ich idola Mariusza Szczerskiego (Robert Kura), lub zdeklarowani odyniści nie wiedzący, co znaczy etymologia jednego z przydomków Odyna: Ygg(r) – „straszliwy” – przecież to jest KOM-PRO-MI-TA-CJA TOTALNA!!! I to jest właśnie Polska, w telegraficznym skrócie.

    Teraz jeszcze coś dla rozerwania się przy muzyce, po trudach i stresach niniejszej lektury: http://mp3.pm/song/22225617/Landser_-_Polacken_tango/

    • Maksymilian
    • Styczeń 20th, 2016

    Piszę w swoim dialekcie, ale pisownię proponowaną przez modyfikację popieram tylko w niektórych jej częściach. Nie wyobrażam sobie dzieci uczących się tak skomplikowanej pisowni. Zapomniano też o części Śląska, gdzie występuje labializacja u – łuczyć, łuszy, wyłuczyć, łujec. Ja piszę z daszkiem, podobnie jak o – ło. Na Śląsku „szrajbowali” w szkołach niemieckich, Ślązacy pisali. Rodzice, choć chodzili do niemieckich szkół, mówili po Śląsku. Używam trzcionek dostępnych w Open Office, bo innego programu nie posiadam. Program ten pozwala na stosowanie liter z daszkami, kreskami, kropkami lecz nie na Androidzie. Z poważaniem.

  1. Marzec 11th, 2015
    Trackback from : Saleh Stevens
  2. Maj 2nd, 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s