„Ślązacy i tak wiedzą, jak to przeczytać”

Jedną z najistotniejszych różnic między klasyczną śląską ortografią a ortografią polską (i pochodną od niej propozycją „ślabikorzową”) jest sposób zapisu miękkich spółgłosek. W języku śląskim dużo dokładniej wymowie odpowiada zapis, przez co fonemowi „ć” zawsze odpowiadać będzie litera „ć” (w odróżnieniu od języka polskiego, gdzie można fonem „ć” zapisać na trzy różne sposoby). Jest to w języku śląskim niezwykle ważne chociażby z powodu licznych słów (głównie germanizmów), w których zapis polski byłby mylący. Mówimy po śląsku „ćisna”, „ćićik”, „ćicho” (z miękkim „ć”), ale „cichtuja”,  „ciga”, „cigareta” (z twardym „c”) i dokładnie tak samo zapisujemy.

Te zasady jednak nie podobają się wszystkim, komisja pod kierownictwem polonistki prof. Tambor postanowiła zlikwidować jednolitość wymowy i pisowni w języku śląskim, wprowadzając reguły zapisu zmiękczeń identyczne z polskimi. Główny argument zwolenników polskiej pisowni brzmi „ludzie i tak wiedzą, jak to przeczytać”. Nie zamierzam z tym argumentem dyskutować, lepiej za mnie zrobi to historia kodyfikacji trzech języków.

Pierwszy to białoruski. Jedną znajważniejszych ortoepicznych zasad literackiego języka białoruskiego jest asymilacyjne zmiękczenie spółgłosek (to oznacza, że jeśli w zbitce dwóch spółgłosek druga jest miękka, pierwsza również wymawiana jest miękko) – i propozycja alfabetu Branisłava Taraškieviča zakładała odpowiednie oddawanie tej miękkości na piśmie (сьцяг, ściah – flaga, шчасьлівы, ščaślivy – szczęśliwy, зь яе, ź jaje – z nią). Reforma 1933 roku usunęła miękki znak w grupach miękkich spółgłosek, co bracia Losikowie i Vacłaŭ Łastoŭski argumentowali tym, że przecież i tak Białorusini zawsze będę wiedzieli, jak należy to czytać, więc nie ma sensu marnować miejsca na papierze. Protesty Ściapana Niekraševiča i Janki Kupały nie pomogły, reformę przeprowadzono, pisze się więc dzisiaj сцяг (sciah), шчаслівы (ščaslivy), з яе (z jaje), a czyta… poprawnie, jeżeli jest się językoznawcą, intelektualistą albo emigrantem (bo środowiska emigracyjne często używają taraszkiewicy), a zrusyfikowani Białorusini przejęli rosyjską modłę i coraz rzadziej słyszy się poprawną, miękką wymowę tam, gdzie „przecież Białorusini nigdy nie zaczną nagle czytać tych liter twardo”.

Drugi przykład to kolejny bliski nam język, mianowicie ukraiński, który w XIX wieku przeżywał kodyfikacyjną burzę. Najpopularniejszą propozycją Galicji była tzw. Żełechiwka (Желехівка), czyli kodyfikacja Jewhena Żełechiwśkiego. Jedną z fonetycznych cech wyróżniającą dialekty zachodnioukraińskie była opozycja twardych i miękkich spółgósek przed i (brzmi znajomo, prawda?). Oznacza to, że słowa „nis” (nos) i „ńis” (niósł) albo „borzi” (żwawi) i „borźi” (długu) czytało się różnie. Tę dystynkcję zachował Żełechiwśkyj w alfabecie, zapisywano więc „ніс” i „борзі” (przez „і”), ale „нїс” i „борзї” (przez „ї”). Alfabet ten dominował w Galicji w drugiej połowie XIX wieku i na początku XX, dopiero w latach 20. został zastąpiony ogólnoukraińskim alfabetem, w którym tego rozróżnienia nie zaznaczano. Argumentowano to tym, że stosowanie Żełechiwki dla użytkowników byłoby bardzo uciążliwe (na wschód od Zbrucza różnicy w wymowie nie ma), a użytkownicy ukraińskiego z Galicji i tak znają prawidłową wymowę. Minął wiek. We Lwowie, Iwano–Frankowsku, Stryju czy Kołomyi rozróżnienia miękkich i twardych spółgłosek przed „i” nie słyszałem ani razu. Relikty starej wymowy zanotowałem jedynie wśród mieszkańców karpackich wsi.

Trzeci przykład – język łemkowski. Tutaj również mamy do czynienia z różną realizacją spółgłosek przed „i”. Połączenie „сі” (si) najczęściej czytamy tak jak w języku polskim (czyli śi) – stąd „сіно” (śino – siano), „мусіти” (muśity – musieć) itd. Istnieje jednak grupa morfemów, w których dźwięk „i” jest kontynuantem dawnego „o” w sylabach zamkniętych, w takich wypadkach nie zmiękcza on poprzedzającej spółgłoski. Najwyraźniej widać to w końcówce dopełniacza liczby mnogiej –ів (–iw). Dlatego słowo „голос” (hołos – głos) w narzędniku lpoj. będziemy czytali z miękkim „ś” (hołośi), natomiast w dopełniaczu lmn. – twardym (albo ściślej: półmiękkim) „s” (hołosiw). W toku kodyfikacji zgłaszano propozycję, aby obok litery „і” wprowadzić do alfabetu „ї”, której rolą będzie oznaczenie dźwięku „i” z jednoczesnym  zmiękczeniem poprzedzającej spółgłoski. Kodyfikatorzy uznali jednak, że wprowadzanie dodatkowej litery jest zbędne, wszak zasada jest jasna, a Łemkowie przecież wiedzą, jak to się wymawia. W zeszłym roku byłem na zajęciach z filologii łemkowskiej i na własne uszy słyszałem, że nawet studenci notorycznie używają nieprawidłowej formy i zamiast „lisiw” (lasów) czytają „liśiw”.

Trzy historie, które mają sporo wspólnego. Chciałbym zwrócić tylko uwagę na argumentację przeciwników konsekwentnego zapisywania zmiękczeń w przytoczonych językach. Oprócz tradycyjnego „przecież ludzie wiedzą, jak to przeczytać!”, trafiamy na inne. Na Białorusi oponenci Taraszkiewicy zwracali uwagę na to, że dodatkowe miękkie znaki niepotrzebnie wydłużają słowa („сьвежасьць” zamiast „свежасць”). Na Ukrainie zauważano, że propozycja Żełechiwśkiego ma znaczenie tylko dla zachodnich dialektów. Na Łemkowynie natomiast nie chciano dodawać do alfabetu nowej litery. Jak sytuacja ma się u nas? a) Konsekwentny zapis zmiękczeń nie wydłuża słowa, ale je skraca! Zamiast !dziesiyńć mamy „dźeśyńć”, 7 liter zamiast 9. b) Opozycja miękkich–twardych przed „i” jest obecna we wszystkich dialektach Górnego Śląska. W niektórych gwarach jest nawet cechą kontrastywną z punktu widzenia gramatyki, w okolicach Koźla „pjykni” to rodzaj męski liczby pojedynczej; podczas gdy „pjykńi” – liczba mnoga. c) Konsekwentny zapis zmiękczeń nie wymagał dodawania nowych liter, a jedynie stosowania już istniejących, wszak „ć”, „ń”, „ś” i „ź” tak czy tak istnieją w śląskim alfabecie.

Za motywację do napisania tego postu dziękuję Grzegorzowi Kulikowi, który robi olbrzymią robotę, pracując nad korpusem i popularyzacją języka śląskiego. I od którego dzisiaj usłyszałem frazę „Dyć Ślůnzoki wjedzům, jak to majům czytać”. Doświadczenie trzech bliskich nam narodów przywołuję ku przestrodze.

Фелікс Штоєр по-лемківскы

To je, zdo mi śe, pjyrszy przekłod ze ślůnskij na łymkowsko godka. Ńyma żech Łymko, beztůż na zicher bydům sam jakeś felery, nale zůu-wi-zůu myśla, iże werćiło śe to napisać, coby poszyrzić idyjo łymkowsko-ślůnskij spůłproce.

Łymkowsko godka (лемківскій язык) to godka Łymkůw. A fto to sům Łymki? Schodńosłowjański norůd, co bez wjeki żył we Karpatach mjyndzy Polokami a Słowjokami. We 1947 polsko „ludowo” włodza wyśedlyła jich ze hajmatu i terozki wjynkszość z ńich mjyszko na Dolnym Ślůnsku a Půmorzu. Gynau beztůż tyn wjersz Steuera, choća napisany we 30. rokach XX storoczo a uopisuje Sulkůw, můg by być szrajbńynty tyż uod łymkowskich poetůw powyśedlyńczyj wele.

Do tych, co ńy poradzům czytać cyrylice, ńiżyj doćepnył żech ślůnsko transliteracyjo.


Над ріком, над ріком высочат тополі,
Вітер зачне дути и листя зашептат.

Трясе ся і шептат, як давнійше было,
Як діти бавцяли, як стары кохали.
На луці, на луці росте смутно трава.
Якось ся ій цне фурт, бо ся моц стратило.
Зникли вшыткы ставы, выгынули рыбы,
Юж нашой бесіды од дітей не чути.
Порожньо, порожньо ґнеска в загородах,
Майже вшыткы стромы зимом замерзнули.
Пережыло зиму ту лем пару стромів,
Але юж недолго на них тіж час прийде.

В натурі, в натурі ниц не тырват вічно,
Дазраз вшыток скінчыт ся на божим сьвіті.
Прадіды, прабабы, нашы отец, мати,
Што ту в селі жыли, давно іх юж неє.
Умерли, умерли. Нове поколіня
Уже іх забыват. Прешліст ся не верне.

~Фелікс Штоєр
преклад: Бартоломій Ванот


 

Nad rikom, nad rikom wysoczat topoli,
Witer zaczne duty y łystja zaszeptat.

Trjase śa i szeptat, jak dawńijsze było,
Jak dity bawćały, jak stary kochały.
Na łući, na łući roste smutno trawa.
Jakoś śa ij cne furt, bo śa moc stratyło.
Znykły wszytky stawy, wyhynuły ryby,
Już naszoj beśidy od ditej ne czuty.
Porożńo, porożńo gneska w zahorodach,
Majże wszytky stromy zymom zamerznuły.
Pereżyło zymu tu łem paru stromiw,
Ale już nedołho na nych tiż czas pryjde.

W naturi, w naturi nyc ne tyrwat wiczno,
Dazraz wszytok skinczyt śa na bożym świti.
Pradidy, prababy, naszy otec, maty,
Szto tu w seli żyły, dawno ich już neje.
Umerły, umeły. Nowe pokolinia
Uże ich zabywat. Preszlist śa ne werne.

~Feliks Steuer
prekład: Bartołomij Wanot

Z kajeta ukrajińskigo Ślůnzoka (abo na uopak)

Tyn tekst idźe tyż przeczytać po ukrajińsku
Цей текст можна прочитати теж українською

Jada cugym Kyjůw-Krymynczuk. Za uoknym widza Ukrajina – ta, w keryj mjyszkům już sztyry mjeśůnce. Jeli wjerzić tymu, co mi godali na szkolyńu we Polsce, już downo mjoł śe u mje zaczůńć kulturowy szok, kryzis, wrogość do Ukrajiny a chyntka wrůćić do dům. Nale jo je jakiś dźiwny, szoku ńy mům, symptůmůw kryzisa ńy widza, a i Ukrajiny tyż jeszcze ńy ńynawidza. Śedza we kupyju a czekům na tych kulturowy szok, choby na Godota. Bo kulturowy szok – to cośik, co mo trefjać śe auslyndrům. Ludźům, co przijechali do nowego kraju a uoroz znodli śe we blank nowymu uotoczyńu, wszyjsko je dlo ńich inkszym, ńyzrozumjałym, ńyprzewidywalnym. I jo uobserwuja tyn proces u ńykerych ludźůw, co przijechali do Ukrajiny.

Nale jo ńy kukům na śebje jak na auslyndra. Abo, przinajmńi, ńy ganc. Kej na trefje EVS-wolůnterůw nos pytali, skůnd my sům a inksze godali „from Italy” abo „from Germany”, jo – na poźůmje bezwarůnkowego uodruchu, uodpedźoł żech „from Kremenchuk”. Kej uosprawjům kamratům uo ukrajińskich tradycyjach, czynsto używům prenomůw „my”, „u nos” atd. Czynśćij godům a czytům po ukrajińsku jak po śląsku, lachům śe z Guśa ta Nepozbunyj bentehy (a roz za czas, choća gańba śe prziznać, tyż z 95-go kwartału), robja śe wice z bezwizowego reżimu, cichtuja za kursym hrywńe, rajzuja plackartům a jym borszcz. Ńy czuja godkowyj barjery, mům kamratůw we bezma kożdym uobwodźe Ukrajiny a prosto mům ta Ukrajina rod. Kej wysyłoł żech antrag na udźoł we byzuchach „Twojij krajiny”, mje akceptirowali, beztůż moga mjarkować, iże ta krajina (hajmat) je tyż moja. Beztůż auslyndrym je żech ino trocha.

Je żech nale Ukrajińcym? Ganc ukrajińcym być ńy moga, dyć jo je Ślůnzok. Ńy mům ańi krapli ukrajińskij krwje, ńy mům ukrajińskigo auzwajsu (je ino zgoda na czasowy pobyt…) Nale dlo śebje wymyślył żech ausdruk „trocha Ukrajińec”. Ino trocha, bo mům pokrojcowane korzyńe. Ino trocha, bo ńy znům dobrze ukrajińskij historyje. Ino trocha, bo rzadńy godům we ukrajińskij godce i sztyjc mjyszům ja z godkům uod sůmśadůw.

Nale po prowdźe wszyjsko to, co żech wyżyj napisoł, můg by uo śebje pedźeć kożdy w tym kraju. Stuprocyntowych Ukrajińcůw ńyma. Moja „trocha-ukrajińskość” je yno potwjyrdzyńym mojij ukrajińskośći. Jada tym cugym jo – trocha auslynder a trocha ukrajińec – a dźiwům śe bez okno na Ukrajina. Na moja Ukrajina.

 

Uo godce Ayapaneco

Znoće tako zouza Tabasco? Na zicher ja, nale ńy kożdy wjy, skůnd wźyno śe jeji mjano. A wźyno śe uůne uod sztatu na połedniu Meksiku. Tyn sztat je interesantny dyć ńy yno dlko przoćelůw pikantnyj kuchńe, a i do lingwistůw, bo użiwo śe tam krům szpańelskij godki, mocka starych, indjanerskich. Ńykerym, jak Nahuatl abo Maya, darzi śe dobrze. A ńykere, uż bezma bez wszyjskich przepůmnńane, hned mogům zemrzić…

Jednům ze takich przepůmńanych je godka Ayapaneco. Jeszcze půł storoczo do zadku bůła we powszechnym użiću, ńyskorzij skirz důminacyje szpańelskij godki we szulach, amtach, cajtůngach, TV poleku ginyła. Dźiśo po Ayapaneco poradzům uosprawjać yno dwa starziki – Manuel Segovia, kery je 79 lot stary a Isidro Velasquez (73). Zdowało by śe, aże je to tragedyjo a godka muśi zginyć, nale pojawjył śe jedyn profesůr ze Indiany, co chcioł půmůż retować ta rzecz. Nojlepszo metoda bůła tako – ńych don Isidro a don Manuel ze sobům godajům, a profesůr bydźe to nagrować, zapisować, podszukować, a ńyskorzi bydźe szło stworzić ślabikorze a wkludźić Ayapaneco do szkołůw. Plan bůł dobry, nale…

Nale Velasquez a Segovia ze sobům godać ńy chcům. Powadźyli śe, můno eszcze za bajtla, a na zicher już żodyn ńy pamjynto uo co (můno uo baba?) – a skirz tyj staryj haje pozwolům swojij kulturze zńiknyć, a tradycyjo Ayapaneco zabjerům ze sobům na kyrchof… Bo ńy pomůge żodyn rechtůr, dochtůr ańi profesůr, kej ludźe patrzům ino śe wadźić.

Ta gyszichta dedikuja: RA, AC, DD, DJ, EK, RW, SN, AR, AS, GW a inkszym.

Karol Świerczewski – nie mój bohater! O ulicach w Siemianowicach.

Od momentu, kiedy Joanna Szczepkowska ogłosiła na antenie Dziennika Telewizyjnego koniec komunizmu, minęło już bez mała 25 lat. Wciąż jednak w całym kraju widoczne są relikty słusznie minionego systemu. Co prawda nie znajdziemy na mapach ulic nazwanych imieniem Włodzimierza Lenina czy Józefa Stalina, ale na szyldy z nazwiskami ich ideowych spadkobierców natknąć się nietrudno.

Mieszkam w Siemianowicach Śląskich, bardzo pięknym i dynamicznie rozwijającym się mieście, w którym wszakże od lat nie zmieniają się komunistyczni patroni ulic.

Główną arterią miasta jest ulica gen. Karola Świerczewskiego. Kto zacz? W Armii Czerwonej niemal od urodzenia, w 1920 walczył przeciwko Wojsku Polskiemu, w czasie drugiej wojny światowej jeden z pachołków Stalina do spraw nadwiślańskich. Antypolski agent, wojskowy nieudacznik i pijak. Słowem — bohater na miarę systemu.

Ale to niestety nie wszystko. Z ul. Świerczewskiego odchodzą dwie nazwane datami: 27 stycznia, czyli zmiany jednego krwawego okupanta na drugiego w 1945 roku – oraz 1 maja, czyli komunistycznego święta pracy.

Poza tymi trzema, do zmiany kwalifikują się według mnie:
-Gwardii Ludowej, części sił zbrojnych ZSRR, naszpikowanej agentami;
-Mariana Buczka, przedwojennego działacza komunistycznego;
-Teodora Duracza, sowieckiego agenta;
-Mariana Kasprzaka, działacza rewolucyjnego i mordercy;
-Stefana Okrzei, komunistycznego terrorysty;
-Wincentego Pstrowskiego, działacza komunistycznego;
-Henryka Rutkowskiego, komunisty i mordercy;
-Hanki Sawickiej, stalinistki dążącej do utworzenia PSRR;
-Franciszka Zubrzyckiego, działacza GL, radzieckiego agenta.

Żeby jednak uniknąć oskarżeń o nastawienie ‚anty-‚ i brak pozytywnych propozycji, niżej prezentuję listę paru zasłużonych dla miasta i regionu postaci, które nie doczekały się jeszcze ulicy ani placu:
-Franco Beval (Franciszek Bawół), ceniony na świecie śpiewak operowy, tenor. Urodzony w Siemianowicach;
-Ernst Steinitz, siemianowicki matematyk, profesor Uniwersytetu w Kilonii, zasłużony dla rozwoju teorii grafów i topologii;
-Kurt Alder, urodzony w Chorzowie chemik, noblista;
-Maria Göppert-Mayer, katowicka fizyczka, laureatka nagrody Nobla;
-kpt. Stanisław Salski, żołnierz NSZ, komendant Okręgu VII Śląskiego w 1945;

A ponadto:
-Sokrates, najważniejsza postać dla kultury europejskiej, nie doczekał się jeszcze ulicy w żadnym polskim mieście;
-rtm. Witold Pilecki, żołnierz AK, twórca ruchu oporu w Auschwitz-Birkenau, po wojnie zamordowany przez komunistów;
-Zbigniew Herbert, najwybitniejszy powojenny polski poeta;
-Joseph von Eichendorff, górnośląski poeta epoki romantyzmu;
-Ofiary Tragedii Górnośląskiej.

Oczywiście z pewnością podniosą się głosy oburzenia, że to niepotrzebne, że to niepotrzebne koszty, ale wydaje mi się, że dekomunizacja przestrzeni publicznej jest konieczna, tak jak dekomunizacja ludzkiej mentalności. W 1945 nikt nie pytał o koszty zmiany nazwy z Adolf-Hitler-Straße (jak w latach niemieckiej okupacji nazywała się dzisiejsza Świerczewskiego), więc i dziś powinniśmy zdecydować się na otwartą wojnę z reprezentantami bolszewizmu na pomnikach i mapach.

Osoby, które myślą podobnie, zachęcam do wsparcia akcji Nie mój bohater! organizowaną przez szereg lokalnych stowarzyszeń, link do strony inicjatywy: niemojbohater.pl

List blogerów do ministra Zdrojewskiego

Szanowny Panie Ministrze,

w związku z przedstawionym przez Pana ministerstwo projektem opłaty audiowizualnej, którą wg Pana wypowiedzi przytoczonej przez „Gazetę Wyborczą” „nie będzie pobierana za faktyczne korzystanie z programów nadawców publicznych, ale za możliwość odbioru programów” wzywamy Pana do zapłaty za możliwość czytania naszych blogów umieszczonych w Internecie, nawet jeśli Pan faktycznie z tej możliwości nie korzysta. Wszyscy bowiem powinni być równi wobec prawa i nikt nie powinien być dyskryminowany.

Skoro fakt zapewniania przez państwo możliwości odbioru programów nadawców publicznych uzasadnia Pana zdaniem pobieranie opłaty od każdego, kto potencjalnie może z niej skorzystać, to powinien Pan się zgodzić, że zapewnianie przez nas możliwości czytania naszych blogów również uzasadnia pobieranie takiej opłaty.

Liczymy więc na to, że zapłaci Pan każdemu z nas po 100 złotych rocznie (na tyle wyceniamy wartość tej usługi) i namówi Pan swoich kolegów z rządu i partii do tego samego.

Z poważaniem –

Jacek Sierpiński, http://sierp.libertarianizm.pl/
Wartłomiej Banot, https://wanot.wordpress.com/
Wojciech Mazurkiewicz, http://libertarianin.org/
Łukasz Frontczak, http://lukasfrontczak.wordpress.com/
Rafał Trąbski, http://rafaltrabski.wordpress.com/
Michał Sasak, http://nwn9.wordpress.com/
Radosław Michał Żydok, http://www.zydok.com/
Tomasz Cukiernik, http://tomaszcukiernik.pl/
Maciej Dudek, http://www.libertarian.pl/
Zbigniew Ostrowski, http://www.zbychowcowo.blogspot.com/
Michał Błaszczak, http://blaszczakm.blogspot.com/
Maciej Miąsik, http://www.miasik.net/
Marcin Fryncko, http://www.filmweb.pl/user/frycek49
Lech Chodacki, http://bujda.art.pl/blog/
Piotr Dymiński, http://piotrdyminski.pl/
Bartłomiej Szwajger, http://skarymonster.blogspot.com/
Michał Liduk, http://www.liduk.pl/
Jarosław Kowalczyk, http://kawairakija.wordpress.com/
Adam Adamczyk, http://www.kwantowo.pl/
Agnieszka Wałęka, http://www.katsuumi.blogspot.com/
Wiktor Gonczaronek, Szymon Skorupiński, Aleksander Stojanowski, http://www.liberia.com.pl/
Piotr Nicpoń, http://dobrynicpon.blogspot.com/
Grzegorz P. Świderski, http://gps65.salon24.pl/
Filip Marszałek, http://www.naszpoglad.pl/
Marcin Cokot, http://wolnebielsko.pl/artykuly/
Róża Bożena Błaś, http://rtwob.blogspot.com/
Krzysztof Napora, http://krzysztofnapora.piszecomysle.pl/
.Janek Mońka, Miłosz Lodowski, http://fb.com/makazlodem
Filip Wysocki, http://fatbantha.wordpress.com/
Jakub Jankowski, http://www.etykowo.blogspot.com/
Kacper Kowalczyk, http://polska-szokujaca.blogspot.com/
Jan Cyraniak, http://www.photoblog.pl/vendee/
Roman Zaleski, http://romanzaleski.salon24.pl/
Piotr Baranowski, http://piotrbaranowski.com/

Jak pisać po śląsku?

Ślązacy nie mają raczej problemów z posługiwaniem się swoim językiem w mowie. O wiele gorzej wygląda jednak posługiwanie się śląszczyzną w piśmie. Wydano co prawda parę książek w śląskiej ortografii, działa śląska Wikipedia itd., ale nie znalazłem nigdzie prostego poradnika dla osób chcących pisać po śląsku, który wytłumaczyłby wszystko przystępnie i łatwo.

Język śląski zapisujemy alfabetem stworzonym w międzywojniu przez dra Feliksa Steuera. Wydał on dwie książki w swojej ojczystej gwarze sulkowskiej (dziś niestety już wymarłej). W porównaniu z językiem polskim zauważymy brak trzech liter: ą, ę oraz ó.

Znajdziemy natomiast jedną literą nieobecną w polszczyźnie, jest to u z kółkiem (duża – Ů; mała – ů). Oznacza ona dźwięk pośredni między tymi oznaczanymi przez litery „o” i „u”. Dla Polaków wyłapanie tego dźwięku może być nieco problematyczne, ale Ślązacy znają go doskonale ze słów takich jak ůły (krzywe nogi), kůnsek (kawałek) czy nazwa naszej ojczyzny – Ślůnsk. Często znajdziemy ją tam, gdzie w języku polskim używami litery ó (Chorzůw, gůra).

Istotną różnicą między alfabetem śląskim a polskim jest sposób zmiękczania spółgłosek. W języku śląskim litera „i” oznacza wyłącznie samogłoskę i nie służy do zmiękczania poprzedzającej spółgłoski, do tego używamy miękkich liter. Na przykład w słowie „źima” słyszymy wyraźnie cztery dźwięki: ź-i-m-a, dlatego użyjemy czterech odpowiadających tym dźwiękom liter. W słowie „ćepja” słyszymy pięć dźwięków: ć-e-p-j-a , tak i je zapiszemy. Liter „c”, „n”, „s”, „z” będziemy używali tylko tam, gdzie słyszymy dokładnie te dźwięki. Na przykład w słowie „ciga” dźwięk „c” nie ulega zmiękczeniu, więc zapiszemu w nim zwyczajne „c”.

Oprócz tego istotną cechą śląskiej ortografii jest to, że literą „ł” oznaczamy tylko dźwięk „ł” pochodzenia słowiańskiego, podczas gdy w zapożyczeniach, dyftongach i prelabializacji będziemy używali litery „u”. Dlatego zapiszemu „ausgus”, „uokno”, „houzyntregle”.

Sporo tekstów zapisanych śląskim alfabetem znajdziecie na moim blogu z przekładami poezji: http://czytomy.wordpress.com