Czy Bóg istnieje?

Na początku chciałbym zaznaczyć, że nie pretenduję do miana eksperta ontologii, teologii czy filozofii, moje sądy nie mają być traktowane jako ostateczne i niepodważalne prawdy, a jedynie luźne zapiski nastolatka, który przeczytał kilka książek i myśli, że coś wie.
Ad rem – ludzie od zarania dziejów starają się odpowiedzieć na jedno niezwykle ważne pytanie. I nie mówię tu tylko o wykształconych naukowcach, którzy całe życie nic nie robią, tylko kontemplują, medytują i poszukują sensu tegoż życia, ale każdy przeciętny homo sapiens, choćby na co dzień zadowalał się najbardziej przyziemnymi rozrywkami, raz na jakiś czas odczuwa potrzebę uduchowienia i zaczyna myśleć. Wszyscy – bez wyjątków – próbowali kiedyś rozwikłać zagadkę istnienia, tudzież nieistnienia Boga.
Jako że mi też czasem zdarzy się pomyśleć, a ostatnio zwłaszcza o Bogu, to niżej postaram się napisać, dlaczego uważam, że Bóg jednak istnieje. Otóż faktem jest, że świat istnieje. Przypuszczalnie istniał też wczoraj, kilka tysięcy lat temu również. Istnieją rozbieżności co do tego, kiedy dokładnie powstał, niemniej niezaprzeczalne jest, że jeżeli coś jest i to coś można ogarnąć zmysłowo (widzę świat, słyszę, czuję, dotykam, smakuję), to kiedyś musiał zostać stworzony. Nie wnikajmy na razie, kiedy, jak i przez kogo, ponieważ na razie to nieważne, ustalmy jedynie tyle, że rację miał Janosch, pisząc „Z niczego nie ma nic”, zatem aby istniał świat, musiała istnieć przed nim jakaś przyczyna.
Jaka to może być przyczyna? Większość naukowców stawia na Wielki Wybuch jako genezę wszelkiego istnienia. Mówią oni, że pierwotnie wszechświat był skupiskiem niewyobrażalnie wielkiej energii, która z czasem zaczęła się rozszerzać i stygnąć, dzięki czemu zaczęły powstawać protony i neutrony, zaś wszelka dyskusja na temat tego, co było przed, jest z gruntu pozbawiona sensu, bowiem wcześniej nie istniał czas, toteż żadna czynność czy proces nie mogły się odbywać. Brzmi logicznie, jednak musimy zadać sobie fundamentalne pytanie – skąd wzięła się owa energia. Z niczego nie ma nic, a jeżeli wcześniej nie mogło się nic dziać, to i nie miała jak powstać ani jak się nagromadzić. Zatem po raz kolejny pada pytanie o tę pierwszą przyczynę i stwórcę energii.
Istnieje teoria tłumacząca te zjawisko – wszechświat powstawał już wielokrotnie, za każdym razem wybuchał, po kilku miliardach lat przestawał się rozszerzać i zaczynał z powrotem maleć, cała energia wracała do tej nieprawdopodobnie małej materii i zabawa zaczynała się od nowa. Pozornie dobre wytłumaczenie, jednak znowuż mamy problem przyczyny pierwszego, zupełnie początkowego wybuchu.
Jeżeli widzimy zatem, że niewykonalnym jest, aby dający się poznać i opisać sensualnie świat, był jednocześnie bytem ponadczasowym, musi istnieć jakiś inny czynnik sprawczy, który wykracza poza normy czasu i przestrzeni, którego poznanie zmysłowe jest niemożliwe i który wychodzi poza ramy naszego umysłu. Jeżeli nie może być nim wszechświat, żaden człowiek czy jakakolwiek inna materia, to drogą dedukcji pozostaje nam tylko immanentny absolut – Bóg, który jako jedyny może przewyższać ludzkie poznanie. Bóg jako byt transcendentny, którego nie obowiązuje logika, ograniczenia czasowe ani przestrzenne.
Ergo – Bóg istnieje. Dlatego, że musi istnieć. Istnieje, by istniał świat. Gdyby nie było Boga, nie byłoby niczego, nic co widzimy, nie miałoby sposobu by powstać. To On wykreował materię, przestrzeń i czas. Do nas należy zgłębić jak dokładnie funkcjonuje czas, jakie są jego konotacje z materią et caetera, niemniej sam fakt, że mamy co badać, jednoznacznie wskazuje na to, że ktoś lub coś musiało go stworzyć.
Będzie część 2. – o rozróżnieniu między istnieniem Boga i religią.
“Bóg jako byt transcendentny, którego nie obowiązuje logika, ograniczenia czasowe ani przestrzenne”
Nawet, jeśli przyjąć, że pozostała część wywodu zawiera stwierdzenia prawdziwe – to upada on na mocy tej jednej nieprzemyślanej frazy. Jeżeli bowiem Boga nie wiążą żadne prawa znane człowiekowi, w szczególności zaś prawa logiki klasycznej, będące po prostu regułami poprawnego myślenia – to jest on bytem transcendentnym nie tylko w wymiarze ontologicznym, ale również epistemologicznym. A wraz z poznawalnością Boga, anulowane zostają wszelkie drogi wiodące od stworzeń do Stwórcy. Sens traci zatem nie tylko Twoja argumentacja – o Bogu w ogóle niepodobna wówczas wypowiedzieć czegokolwiek sensownego w ludzkim języku. Wiedział o tym św. Tomasz, który rozumował podobnie jak Ty (Twój dowód opiera się wprawdzie na nowoczesnej kosmologii, nie zaś fizyce Arystotelesa, a ponadto nie operuje kluczową dla tomizmu dychotomią byt konieczny – byt przygodny, niemniej jednak co do pewnej źródłowej intuicji jest powtórzeniem dwóch pierwszych spośród pięciu argumentów Akwinaty) – i dlatego przyjmował, że Bóg jest związany przynajmniej prawami logiki. Z kolei myśliciele odrzucający myśl, że Bóg mógłby być ograniczony przez jakiekolwiek znane stworzeniom prawa (np. P. Damiani, W. Ockham) – odrzucali także możliwość spekulatywnego dowodu Jego istnienia.
Co zaś się tyczy reszty wywodu: zwróć uwagę, że jeśli zmysłowy kosmos wydaje nam się zagadkowy – to co powiedzieć o Bogu? Jeżeli nie wiadomo, skąd wziął się świat – to jak figura Boga, o której również tego nie wiadomo, ma nam cokolwiek wyjaśnić? Ten zarzut można, oczywiście, uchylić, przeformułowując argument w duchu Tomasza (co i tak nie uchroni go przed upadkiem pod naporem innych zarzutów, bo także w Tomaszowej postaci jest on zwyczajnie błędny – ale to temat na następną dyskusję). Jak? Zachęcam do lektur i dalszych przemyśleń.
Pomyśl na przyszłość o udziale w Olimpiadzie Filozoficznej – tam wymagają dość rzetelnego przygotowania z historii filozofii, dzięki czemu nabędziesz niezbędną wiedzę. Zacięcie filozoficzne i giętkie pióro już masz. A poza tym – na początek zmagań z filozofią religii polecam książkę Leszka Kołakowskiego “Jeśli Boga nie ma”. Jest to dziełko bardzo przystępne, a zarazem nieskażone tą pop-filozofią, którą Kołakowski ejakulował publicznie w ostatnich latach życia w “Szechter Zeitung” i TV.
Pozdrawiam.
Panie Doktorze proponuję zająć się filozofią sensu stricto — czy też może zofiofilią? — bo sama historia tejże prowadzi Pana, jak widać, na manowce. Jeśli Bóg jest transcendentny w znaczeniu przez Pana użytym, czyli jest niepoznawalny, to nie jest Bogiem, bo postępuje bez sensu, co Bogu po prostu nie przystoi. Kosmos jest zagadką, której rozwiązaniem jest jego stwórca. Tylko epistemolog może uważać, że rozwiązanie nie wyjaśnia zagadki. Na szczęście 2+2=4 niezależnie od opinii epistemologów.
A to filozofia w swoich historycznych przejawach – od Talesa po Habermasa – nie jest filozofią sensu stricto? Kalekim jest raczej uprawianie filozofii bez rzetelnej znajomości jej dziejów – bo prowadzi nieuchronnie do zawężenia horyzontu problemowego dociekań (zwyczajnie nie zna się problemów, które już kiedyś postawiono i które domagają się rozwiązania) oraz powtarzania błędów rozpoznanych wiele lat wcześniej. Jak mówił Hegel: “Kto nie zadał sobie trudu poznania historii filozofii, skazany jest na trud jej powtarzania”.
“eśli Bóg jest transcendentny w znaczeniu przez Pana użytym, czyli jest niepoznawalny, to nie jest Bogiem, bo postępuje bez sensu, co Bogu po prostu nie przystoi”
No właśnie jest Bogiem – ponieważ, nie będąc ograniczonym żadnymi kryteriami sensu, okazuje się wszechmocny par excellence. Tym niemniej: Kościół niczego takiego nie twierdzi; charakter obowiązujący ma w jego nauczaniu doktryna Tomasza – który utrzymywał, że Bóg jednak logiki lekce sobie ważyć nie może. Jest to warunek konieczny możliwości dowodzenia Jego istnienia; B.W. popełnił tu błąd logiczny, dowodząc istnienia Boga przy jednoczesnym założeniu Jego niepoznawalności – i na to zwróciłem uwagę.
Pozdrawiam.
Czemu widzę różnicę między energią kosmiczną, a dobrotliwym bożkiem i życiem wiecznym ?
Kontynuując Twój proces myślowy: doszedłeś do tego, że coś musiało spowodować powstanie siły “tworzącej” wszechświat. Jednak to jeszcze nie świadczy o inteligencji tej siły, a tym bardziej, że jest ona Bogiem rozumnym, tym bardziej osobowym, jak przedstawiają ją różne religie.
Moim zdaniem osobowy Bóg w żaden sposób istnieć nie może i jeśli istnieje jakaś siła, którą nazywać możemy Bogiem, to ma ona naturę podobną do praw natury.
Wyszedłeś z pytaniem początkowego wybuchu – jeśli zakładasz, że był jakiś początek, to założyłeś, że zainicjował go Bóg, który istniał już wcześniej. Dlaczego więc nie założyć, że ta energia istniała od zawsze? Po co do tego Bóg?
Ostatnio hipoteza pulsacyjnego modelu Wszechświata (wybuch, rozszerzanie z opóźnieniem (ujemnym przyspieszeniem), zmniejszanie do jakiejś masy i kolejny wybuch) została praktycznie zniszczona, przez Komitet Noblowski (moim skromnym zdaniem: zbyt pochopnie), gdyż Nagrodę Nobla przyznano osobom, które zaobserwowały, że światło z wybuchu gwiazdy dotarło do nas chwilę później niż powinno, co sugeruje, że wszechświat rozszerza się coraz szybciej! Jest teraz problem, jaka siła to powoduje, jaka jest jej natura czy będzie to trwać w nieskończoność (użyłem tego słowa, ale w fizyce warto uważać na “nieskończoność” by terminu nie nadużyć, bo można wpaść w pułapkę).
Critics is the best and rational way to develop our science, technology, art, and society (democracy) – Karl. R.Popper
Chyba każdy zgodzi się, że Bóg jest czymś, nad co nic więcej nie da się pomyśleć. Jednak nawet ateista ma w swojej głowie obraz Boga, a to z tego względu, że w tej kulturze uczy się dzieci, że Bóg jest. Późniejszy wybór nie może wymazać tego wyuczonego obrazu, czy ktoś tego chce, czy nie. Jeśli więc ktoś uważa, że Boga nie ma, bierze go za coś, nad co można pomyśleć wiele innych rzeczy. Bo skoro nie istnieje, każda rzecz istniejąca będzie warta więcej. No ale niestety mamy tu sprzeczność, bo ustaliliśmy już i każdy się z tym zgodzi, że Bóg jest czymś, nad co nic więcej nie można pomyśleć. Tak więc naturalnie i niezaprzeczalnie Bóg istnieje. Brawo!
To cudowne, że czegokolwiek nie jesteśmy w stanie ogarnąć głową, wpychamy tam Boga. Brawo brawo!
Jest sporo sposobów aby podważyć twoje rozumowanie. Twierdzisz, że wszystko co istnieje musi mieć przyczynę. To zdrowy rozsądek wydaje się. Problem jest taki, że zdrowy rozsądek wyewoluował razem z ludzkim mózgiem i podpowiada nam, że ludzie po drugiej stronie planety powinni spaść. Dlatego wynaleziono system, który koryguje nasze ułomności – naukę.
Według teorii kawantowej cały czas w kwantowej próżni powstają bez przyczyny cząstki wirtualne. A więc według nauki jak najbardziej coś może powstać bez przyczyny. Może nasza nauka jest ułomna ale jeżeli chcesz używać swój argument musisz udowodnić, że się mylą.
Po drugie. Wszystko co istnieje owszem ma przyczynę ale przyczynę materialną (creatio ex materia). A więc jeżeli chcesz zbudować stół musisz wziąść drzewo, chcesz człowieka musisz połączyć geny rodziców itp.
Ty twierdzisz natomiast, że wszechświat miał przyczynę niematerialną (creatio ex nihilo) ale ludzie nie znają ani jednego takiego przypadku. Co to znaczy w ogóle niemateria? Z jakich cząstek się składa?
Kolejna sprawa jeżeli każde prawo natury co oznacza tyle co regularność wymaga wyjaśnienia to wymaga go też Bóg. Dlaczego istnieje Bóg a nie nic?
jeśli wszechświat powstał z niczego to nalezy się zastanowić co to jest za twór , który określamy mianem nic. Według niektórych nic jest mieszaniną materii i antymaterii, które to substancje występujące wspólnie tworza znane nam nic W świecie niczego można w takim razie zaobserwować samoczynnie powstającą na krótki okres czasu materię , która powstaje na skutek zaburzenia ciągłości niczego, która to materia zaraz anihiluje na skutek entropii.
Oprócz terrii wielkiego wybuchu była również teoria wielkiego klaśnięcia ( to wszak tylko teorie , czyli wymysły nudzących się naukowców, które nigdy raczej nie zostaną do końca zweryfikowane) która mówiła , że znany nam świat powstał na skutek wielkiego (z naszego punktu widzenia) i długotrwałego ( z naszego punktu widzenia ) zaburzenia ciągłości materii , dzięki której nasz świat na chwilę ( w skali kosmicznej ) powstał aby później zniknąć.
Oczywiście coś musiało spowodować to zaburzenie – pewnie jakaś forma energii , która jest konieczna do procesu rozdzielenia materii i antymaterii. Nie wykluczone , że mogła to być energia powstała z anihilacji poprzednio istniejącego ( na chwilę w skali kosmicznej ) świata materialnego – wszak połączenie materii i antymaterii wyzwala olbrzymie iliści energii.
Poza tym jak wiemy z lekcji fizyki jest jedna wielkość fizyczna , która nigdy nie znika a może się wyłącznie przekształcać jest to energia , która może zmieniać swą postać na inną energię , a zgodnie z teorią einsteina ( słynne e=mc2) również na masę ( według tej teorii masa może być uważana za swoistą formę energii.
Dlatego też może tym szukanym przez człowieka od zarania dziejów bogoem jest energia , która jest wieczna zmienna i zgodenie z tym co napisałem [powyżej przyczyniła się do powstania naszego świata materialnego i jest jego główną siła napędową , a jednocześnie wszyscy staniowimy jej część
Energia ta wzięła się z wajemnego oddziaływania dwóch krzywizn energii we wszechświecie – dodatniej i ujemnej, które na wskutek wzajemnego oddziaływania, skupiły i skondensowały energię w jednym miejscu, co potem skutkowało wielkim wybuchem. W momencie kiedy energia była tak duża, że ciśnienie od wewnątrz nie mogło wchłaniać więcej energii, ta kula eksplodowała, w której zaszła ogromna ilość reakcji chemicznych na wskutek fizycznego oddziaływania na siebie cząsteczek energii. To jest oczywiście hipoteza, tak jak naukowcy nie są pewni tej wersji, tak ty nie możesz być 100% pewny swojej wersji, bo jesteśmy zbyt mało rozwiniętą rasą, by dojść do tego, jak to się wszystko stało. Ale to że nie możemy tego dowieść nie znaczy, że ktoś to musiał zrobić. To jest zbyt prosta teza, a wiemy że wszechświat jest skomplikowanym zjawiskiem.